Sprawozdanie z biwaku klasowego

W czwartek z całą klasą i kilkoma rodzicami byliśmy na

biwaku.Najpierw szliśmy przez Markocice do pani Moniki

(czyli cioci Oktawiana) na 2-3 godziny mieliśmy tam grę w

której trzeba było znaleźć jak najwięcej karteczek z

pytaniami ,a po znalezieniu kartek trzeba było

odpowiedzieć na te pytania.Następnie jeździliśmy tam na

koniach ,a po koniach grupa posiłkowa (Kornelia,Zosia

A,ja,Martyna,Jasiek i dodatkowo

Natalia),przygotowywaliśmy kanapki dla wszystkich na

biwaku.Po postoju wyruszyliśmy w dalszą drogę aż do

,,Guślarza” z kilkoma postojami.Z ,,Guślarza” mieliśmy już

tylko kawałek do Jasnej Góry.Kiedy dotarliśmy na miejsce

to grupa kanadyjek rozkładała kanadyjki (przed grupą

kanadyjek była grupa namiotów ,ale ona nie miała prawie

nic do roboty ponieważ rodzice przed naszym przyjściem

rozstawiła namioty).Po rozłożeniu kanadyjek i namiotów

było zakwaterowanie ,a następnie pani Lucyna ogłosiła ,że

po zjedzeniu obiadu mamy ,,Czas dla nas”.Czas dla nas

polegał na tym ,że robimy co chcemy.W tym czasie

Kornelia i Amelia źle się poczuły z niewiadomych

powodów.Chłopcy wtedy śpiewali bardzo głośno więc my

poprosiłyśmy ich by śpiewali trochę ciszej ,a oni zaczeli

spać jeszcze głośniej.Dzień mijał super dopuki Kornelia i

Amelka nie zaczęły psikać w namiocie sprejem na komary

bo przez to podtruły mnie i Weronikę.Ja po pewnym

czasie dobrze się poczułam ,ale Weronika nie czuła się

dobrze i musiała pojechać do domu.Od godziny 23 zaczęły

się warty ,a trwały do 6 rano (w związku z tym ,że

Weronika pojechała do domu to wzięłam jej wartę czyli

miałam 2 godzinną wartę).Rano kiedy wszyscy już wstali

to pan Michał z pomocą innych rodziców robili jajecznicę z

60 jajek.Koło godziny 11:30 zaczęliśmy się bawić w grę

terenową (która moim zdaniem była super).Podczas tej

gry mieliśmy za zadanię znaleźć 9 puzzli i liści.Grupa w

której ja byłam zdobyła wszystkie puzzlę ,ale brakowały

nam 3 liście.Kiedy gra się skończyła to ja z

Bartkiem,Zosią,Kornelią,Oktawianem i Martyną bawiliśmy

się w podchody.My wymyślaliśmy im łatwe i śmieszne

zadania ,a oni nam takie jak np. wypij wodę ze strumyka

(w której pływały żaby) oraz zaśmiecali całe pole bibułą ,a

co gorsza próbowali się wymigać takim argumentem jak

,,Bo wiatr nam ją zwiewał” Koło pory obiadowej czyli 14-

15 mieliśmy obiad na który była zupa pomidorowa.Potem

zkładaliśmy kanadyjki i namioty.Kiedy był prawie koniec

imprezy to pani Kasia (moja mama),przyszła z lodami i

arbuzem ponieważ były moje urodziny.Mieliśmy wracać

do domu na piechotę ,ale pani Lucyna doszła do wniosku

,że jesteśmy już wymęczeni i rodzice nas odwiozą do

domów.To była najlepsza klasowa wycieczka na świecie i

chciała bym ją jeszczę kiedyś powtórzyć.

Aleksandra Pęcherzewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *